
Po premierach takich gier jak Batman: Arkham Asylum, X-Men Origins: Wolverine czy Spider-man: Shattered Dimensons czÅ‚owiek z wiÄ™kszym zaufaniem zerka na kolejne produkcjÄ™ z superbohaterami w rolach gÅ‚ównych. A ostatnio takowych pojawiÅ‚o siÄ™ od groma (Captain America, Green Lantern, nowy Spider-Man) i choć w wiÄ™kszoÅ›ci byÅ‚y to caÅ‚kiem udane pozycje, to jednak czasem trafi siÄ™ taki zakalec, jak X-Men: Destiny.

PrawdÄ™ powiedziawszy nic nie zwiastowaÅ‚o aż takiej tragedii. Activision w roli globalnego wydawcy, Silicon Knights (czyli autorzy Å›wietnego Ethernal Darkness jak i rozczarowujÄ…cego Too Human) jako producent, a do tego caÅ‚kiem udana licencja, która w kinach przeżywa obecnie swojÄ… drugÄ… mÅ‚odość (film X-Men: Pierwsza Klasa bardzo pozytywnie mnie zaskoczyÅ‚). PoczÄ…tek gry też nie zwiastuje tak wielkiej tragedii, bo wita nas ciekawie zrealizowane intro. Dowiadujemy siÄ™ z niego, że Profesor X (dla tych co nie wiedzÄ… – to ten Å‚ysol, zaÅ‚ożyciel grupy X-Men) nie żyje, a w San Francisco, w którym rozgrywa siÄ™ akcja tej produkcji, nie dzieje siÄ™ najlepiej. SpoÅ‚eczeÅ„stwo zostaÅ‚o podzielone na ludzi i mutanty, a każdÄ… z ras ulokowano w innych, odgrodzonych od siebie częściach miasta. W dodatku podczas jednego z wieców, którego hasÅ‚em przewodnim byÅ‚o przywrócenie dawnego porzÄ…dku, ktoÅ› dokonuje ataku terrorystycznego. Kto jest za niego odpowiedzialny? Kto tak naprawdÄ™ pociÄ…ga za sznurki? Jak to siÄ™ wszystko skoÅ„czy?
PrawdÄ™ powiedziawszy, na poczÄ…tku nawet mnie to interesowaÅ‚o, lecz wÄ…tek fabularny zostaÅ‚ poprowadzony tak nieporadnie (sama rozgrywka również...), przez co czÅ‚owiek z czasem ma już serdecznie dość i dowiedzenie siÄ™, kto za tym wszystkim stoi, brzydko mówiÄ…c, dyndaÅ‚o mi. Sama fabuÅ‚a wyssana jest z jakichkolwiek emocji i nawet napotkane w trakcie naszej przygody postacie i krótkie konwersacje z nimi nie sÄ… w stanie tego poprawić.

Twórcy na dÅ‚ugo przed premierÄ… chwalili siÄ™ koniecznoÅ›ciÄ… podejmowania decyzji w trakcie rozgrywki, lecz zaprezentowane wybory moralne zupeÅ‚nie mnie nie przekonaÅ‚y. Zwykle wyglÄ…da to tak, że dwóch bohaterów z przeciwnych obozów (jeden od X-Menów, drugi z Bractwa) tÅ‚umaczy nam swoje racje i sposób rozwiÄ…zania danej sprawy. Potem decydujemy, którÄ… Å›cieżkÄ… podążymy, a na koÅ„cu, po wykonaniu zadania poprawiamy stosunki z danÄ… frakcjÄ…. Od razu na myÅ›l przyszedÅ‚ mi inFamous, gdzie wybory moralne zrealizowano znacznie ciekawiej (przynajmniej towarzyszyÅ‚y temu emocje), bo te w X-Men: Destiny sÄ… zupeÅ‚nie nijakie, a wybór, czy zaatakujemy tych czy może tamtych, jakoÅ› wiele siÄ™ od siebie nie różni. Co gorsza, sama rozgrywka jest do bólu liniowa, wiÄ™c nie mamy tutaj żadnego wpÅ‚ywu na to, jak wydarzenia siÄ™ potoczÄ….
Na pewno plusem tej opowiastki jest caÅ‚a armia superbohaterów, których spotkamy na ulicach San Francisco. Porozmawiamy zarówno z tymi bardziej znanymi, jak Cyclops, Wolverine czy Nightcrawler, jak i praktycznie zupeÅ‚nie nieznanymi (przynajmniej przeze mnie), jak Caliban, Surge lub Pixie. To wÅ‚aÅ›nie od nich dowiemy siÄ™ wiÄ™cej na temat aktualnej sytuacji w mieÅ›cie, bÄ…dź też samego konfliktu pomiÄ™dzy ludźmi, a mutantami. Oni też zlecÄ… nam zadania do wykonania, zarówno te, popychajÄ…ce gÅ‚ówny wÄ…tek fabularny do przodu, jak i misje poboczne (wiÄ™kszość z nich to tzw. wyzwania – walczymy w nich na zamkniÄ™tych arenach), których wykonanie da nam inne korzyÅ›ci.
Ciekawie wyglÄ…da sam poczÄ…tek gry, gdyż gÅ‚ównego bohatera, w którego skórÄ™ siÄ™ wcielimy, poznajemy wÅ‚aÅ›nie na wspomnianym wczeÅ›niej wiecu. Do wyboru mamy trzy postacie, z czego dwie niestety bÅ‚yskawicznie skreÅ›liÅ‚em, bo dość mam grania przybuchanymi mięśniakami. CaÅ‚e szczęście trzecia z nich dostatecznie mnie zainteresowaÅ‚a, a jest niÄ… drobniutka Japonka – Aimi, odziana we wdzianko typowe dla azjatyckiej uczennicy i osÅ‚aniajÄ…cy jej szyjÄ™ czerwony szal. Co wiÄ™cej, przy okazji poznajemy również jej historiÄ™, co siÄ™ podziaÅ‚o w jej rodzinnych stronach i dlaczego trafiÅ‚a do San Francisco, co z pewnoÅ›ciÄ… należy zaliczyć na plus. Czy mamy zatem do czynienia z „trzema grami w jednej”? Nic z tych rzeczy, bo choć przeszÅ‚ość i kilka wÄ…tków przypisane sÄ… do poszczególnych postaci, to jednak misje gÅ‚ówne i poboczne sÄ… dla wszystkich dokÅ‚adnie takie same.

Nieźle zrealizowano również kwestiÄ™ supermocy, które nasz bohater poznaje w trakcie fabuÅ‚y gry. Otóż w okreÅ›lonych miejscach mamy do wyboru jednÄ… z kilku dostÄ™pnych umiejÄ™tnoÅ›ci, z którÄ… (w moim przypadku Aimi) musiaÅ‚a oswoić siÄ™, odpowiednio jÄ… rozwinąć i korzystać z niej aż do samego finaÅ‚u przygody. Już na poczÄ…tku, zaraz po wybuchu na wiecu, mamy do wyboru, czy kontrolowana przez nas postać bÄ™dzie miotaÅ‚a energetycznymi postaciami, teleportowaÅ‚a siÄ™ czy też posiadaÅ‚a zdolność zamieniania siÄ™ w kamieÅ„. Wybór jest dość istotny, gdyż ukierunkuje on dalszÄ… rozgrywkÄ™ w jednÄ… z możliwych stron, a o jakimkolwiek cofniÄ™ciu siÄ™ i zmianie nie ma już mowy (no chyba, że ponownie zaczniemy wszystko od poczÄ…tku). NiedÅ‚ugo później staniemy przed kolejnym wyborem jednej z mocy, później kolejnej i tym oto sposobem okreÅ›limy niejako cechy naszego wirtualnego superbohatera. To jeszcze nie koniec, bo za zdobyte w trakcie rozgrywki punkty doÅ›wiadczenia poprawimy ich skuteczność na polu walki, wiÄ™c zaliczanie zadaÅ„ pobocznych, a co za tym idzie, skopanie tyÅ‚ków setce przeciwników, ma tutaj znaczenie. Prócz podstawowych umiejÄ™tnoÅ›ci nasza postać posiada również trzy sloty na umiejÄ™tnoÅ›ci pasywne, tzw. geny, a te albo sÄ… poukrywane w niektórych z lokacji, albo też udostÄ™pniane nam dopiero po zaliczeniu okreÅ›lonej misji. Generalnie system rozwoju bohatera to bez wÄ…tpienia najmocniejszy punkt tej produkcji.
To jednak zdecydowanie za maÅ‚o, by uratować ten tytuÅ‚, bowiem to co najważniejsze, czyli mechanika rozgrywki rozczarowuje na maksa. X-Men: Destiny to nic wiÄ™cej, jak wyjÄ…tkowo prosta zrÄ™cznoÅ›ciówka, w której przyjdzie nam biegać po niezbyt ciekawych lokacjach, skakać po Å›cianach i walczyć z setkami przeciwników. A te niestety nie porywajÄ…, bo nie dość, że system walki nie sprawia żadnej frajdy (ciosy wyprowadzane sÄ… z opóźnieniem, maÅ‚a liczba kombosów, wiÄ™c caÅ‚y czas walimy naprzemiennie w dwa przyciski) to w dodatku kilku potyczkach z udziaÅ‚em kilkudziesiÄ™ciu przeciwników ziewaÅ‚em z nudów zamiast patrzeć w TV z wywieszonym jÄ™zorem. Wrogowie sÄ… do bólu tÄ™pi, a i pojedynki z bossami nie podniosÄ… nam poziomu adrenaliny we krwi, bo Ci zamiast gracza zwykle atakujÄ… powietrze.
Co wiÄ™cej, peÅ‚no tu błędów natury technicznej. Dość czÄ™sto zdarza siÄ™, że postacie przeciwników blokujÄ… siÄ™ na niewidzialnych obiektach i stojÄ…c w miejscu czekajÄ… na fangÄ™ miÄ™dzy oczy. BywaÅ‚o również, że moja bohaterka zawisÅ‚a na wieki np. na dziaÅ‚ku, które powinno jÄ… ochraniać. Wówczas nie miaÅ‚em żadnej możliwoÅ›ci poruszania i jedyne, co mi pozostaÅ‚o to restart gry. A ponoć gry konsolowe przechodzÄ… podwójne testy jakoÅ›ci przed ich wypuszczeniem na rynek...

Negatywnie zaskakuje również oprawa graficzna, która miejscami przypomina mi czasy, w których na rynku królowaÅ‚y konsole poprzedniej generacji. Jeszcze sylwetki bohaterów (szczególnie Aimi) wykonano poprawnie, lecz już ich animacja, jak i caÅ‚a reszta woÅ‚a o pomstÄ™ do nieba. Otoczenie wykonano tak biednie, przez co przy pierwszym kontakcie z wÅ‚aÅ›ciwÄ… rozgrywkÄ… zastanawiaÅ‚em siÄ™, czy aby na pewno gra uruchomiÅ‚a siÄ™ w HD. Wszystko jest potwornie rozmazane, a kanciaste i zwyczajnie brzydkie otoczenie przeraża swoim wykonaniem. Szaleje również kamera, która zamiast pomagać, miejscami nam przeszkadza. Jednak szczytem wszystkiego sÄ… ciÄ…gÅ‚e spadki pÅ‚ynnoÅ›ci animacji, które sÄ… dla mnie nie do pomyÅ›lenia. Do czego to doszÅ‚o, by produkcja tworzona wyłącznie pod dwie platformy sprzÄ™towe (Xbox 360 oraz PS3) mogÅ‚a notorycznie gubić klatki, tak na oko do jakiÅ› 15-20 fpsów. Nie muszÄ™ chyba dodawać, że wkurza to niemiÅ‚osiernie, szczególnie w trakcie walk z udziaÅ‚em kilkunastu przeciwników. Wtopa na caÅ‚ej linii.
Nieco lepiej wypada oprawa dźwiÄ™kowa, lecz po raz kolejny nie ma siÄ™ czym zachwycać, ponieważ jest ona co najwyżej przeciÄ™tna. Czyli coÅ› tam plumka w tle, nie powala, nie przeszkadza. Postacie wypowiadajÄ… siÄ™ caÅ‚kiem poprawnie, choć swoje kwestie wypowiadajÄ… z typowÄ… dla superbohaterów manierÄ…. Niektórym dodano gÅ‚upi akcent, czÅ‚onkowie Bractwa Mutantów, jak na tych bardziej zÅ‚ych przystaÅ‚o, wypowiadajÄ… siÄ™ z lekkim przekÄ…sem. Zatem nic nowego.

Nie mam zielonego pojÄ™cia, jak tak sÅ‚aba i niedopracowana produkcja mogÅ‚a trafić do sprzedaży. Nie wiem też, jak tak doÅ›wiadczone studio deweloperskie mogÅ‚o spartolić sprawÄ™ i stworzyć zwyczajnego gniota, bo inaczej gry X-Men: Destiny nazwać nie można. Silicon Knights może miaÅ‚o ciekawy pomysÅ‚ na grÄ™, lecz caÅ‚ość zrealizowano tak nieporadnie, przez co tytuÅ‚ ten z miejsca lÄ…duje na mojej liÅ›cie TOP3 najgorszych gier tego roku. JeÅ›li lubisz gonić po mieÅ›cie w slipach zaÅ‚ożonych na rajtuzy to z ciekawoÅ›ci możesz odpalić to „dzieÅ‚o”. PozostaÅ‚ym zdecydowanie odradzam – szkoda nerwów i czasu.