
Kontynuacja przygód Kane’a i Lyncha miała być dużo lepsza od swojej poprzedniczki , charakteryzować się wciągającym trybem kooperacji oraz oferować intrygującą fabułę. Czy zapewnienia i obietnice producentów mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości? Na to pytanie odpowiadamy w naszej recenzji.
Od razu mogę powiedzieć, że Kane & Lynch 2 to jeden z najsłabszych tytułów tego roku, a kiedy zobaczyłem napisy końcowe po niecałych 4h zabawy to już całkowicie ręce mi opadły. No ale przejdźmy do rzeczy.
Fabuła gry jest dosyć prosta, Kane przyjeżdża do Shanghai’u gdzie jest witany przez swojego przyjaciela Lyncha. Oczywiście nie jest to zwykła wizyta spowodowana tęsknotą obu panów, za tym kryje się transakcja opiewająca na duże sumy pieniędzy. Jednak jak to w życiu bywa, sprawy już na samym początku się nieco komplikują, bowiem Lynch z Kanem chcąc wyrównać mały porachunek przypadkowo utrudnia życie sobie oraz kompanowi, o czym dowiadujemy się wraz z postępami w grze. I to tyle jeśli chodzi o jakże wciągającą opowieść jaką zapewnili nam producenci.
Niestety ale nie oczekujcie nagłych zwrotów akcji, wciągających zadań i zdarzeń, które zapadają na długo w pamięć. Owszem mamy jedną interesującą sytuację ale trwa ona zaledwie chwilę.

Przyznam szczerze, że nic nie zapowiadało takiej klapy. Interesujące trailery, przychylne zapowiedzi oraz ładnie zrealizowane demo. Pierwsze uruchomienie gry było całkiem przyjemne, ciekawe intro, klimatyczne menu, nic tylko grać…. Niestety okazało się to tylko mydleniem oczu.
Od pierwszych minut zabawy ujawnia się największy mankament tej produkcji – nuda, schematyczność i jeszcze raz nuda. Rozgrywka wygląda następująco: idziemy kawałek, bohaterowie wymieniają między sobą parę zdań, a następnie napada na nas horda przeciwników. My ukrywając się za różnymi osłonami prowadzimy ostrzał, po wybiciu wszystkich ruszamy dalej aby za chwilę znowu atakować wrogie jednostki. I tak wygląda cała gra…
Nie ma żadnych momentów trzymających w napięciu, wszystko jest zrobione na tzw. jedno kopyto. Zero urozmaicenia, zero tonowania emocji, a co gorsza zero klimatu. To wszystko można zaobserwować już po 15 minutach rozgrywki.
Aby było ciekawiej dodam, że mamy raptem kilka modeli przeciwników (naliczyłem ich około pięciu) co sprawia, że mamy wrażenie strzelania do klonów. Ich inteligencja także nie powala, często ładują nam się bezmyślnie pod lufę albo nie widzą tego jak stoimy obok nich. Co gorsza nasz kompan, który w rozgrywce single player sterowany jest przez komputer, momentami wydaje się jeszcze głupszy. Zamiast atakować wroga, który znajduje się tuż przy nim to namiętnie strzela do odległych celów. Potrafi się zaciąć za zasłoną, przez co czasem sami przemierzamy część terenów (na szczęście jest to rzadka sytuacja). Zapomnijcie o jakiejkolwiek pomocy z jego strony, kiedy to jesteśmy w potrzebie on poleci na drugi koniec mapy, a was zostawi na pastwę losu.

Głupio wyglądają akcje gdzie znikąd pojawia się fala przeciwników na totalnie opustoszałym terenie. Takie właśnie idiotyczne sytuacje sprawiają, że gra nie posiada za grosz klimatu. Ogólnie wiele rzeczy nie ma tutaj większego sensu, tak więc z czasem przestają nas różne głupoty dziwić.
Dużo mówiło się o brutalności jaka znajdzie się w Kane & Lynch 2, to także włóżcie między bajki. Owszem jest krew, rzesze trupów czy kilka niesmacznych sytuacji ale jak na tak wielkie zapowiedzi to naprawdę przedstawia się to tutaj żenująco. Nie wiem po co programiści włączyli cenzurę na twarz ofiar, którym strzelono prosto w głowę skoro od samego początku gracz widzi, że modele postaci nie są w żaden sposób ranione. Niestety nie pobudza to wyobraźni użytkownika, a raczej sprawia, że czujemy się jakby ktoś chciał zrobić z nas debili mówiąc: „nie możemy wam tego pokazać bo jest to zbyt beee”.
Komicznie wyglądają sytuacje gdzie zastrzelony przeciwnik stęka i krzyczy z bólu, a jego ciało ani nie drgnie. Możemy także brać zakładników, szkoda tylko, że gra raz powala mieć za żywą tarczę cywilów, a raz naszych przeciwników. Tego typu baboli jest cała masa.
Skoro już poruszyliśmy sprawy techniczne, to parę słów na temat oprawy wizualnej. Kamera jest ustawiona za plecami naszego bohatera (TPP), na ekran nałożony jest specjalny filtr obrazu, którego zadaniem jest symulowanie efektów transmisji telewizyjnej. Podczas sprintu mamy wrażenie jakby za Lynchem czy Kanem biegł reporter chcący nakręcić nasze poczynania. Bajer teoretycznie całkiem fajny ale mnie osobiście bardzo irytował. Po pół godzinie zabawy chciałem wyłączyć tenże efekt TV, niestety nie mamy takiej możliwości. W sumie nic dziwnego, dzięki takiemu zabiegowi trudniej dostrzec rozmazane tekstury, które pozbawione są detali. Animacja wygląda poprawnie i jest jedynym elementem technicznym gdzie się nie czepiam.

Kto grał w demo może się nieco zdziwić tym co napisałem powyżej, bo tam grafika prezentuje się całkiem przyzwoicie. Producenci jednak byli na tyle cwani, że pokazali nam najładniejszy poziom w całej grze. W rzeczywistości to lokacje są monotonne, mają podobne tekstury i bez jakiegokolwiek polotu.
Dźwięk wcale lepiej się tutaj nie prezentuje. Muzyki praktycznie w ogóle tutaj nie uświadczymy, zaś efekty wystrzałów, odgłosy itp. są przeciętnej jakości. Jedyną porządną rzeczą są dialogi między głównymi bohaterami, aktorzy odpowiedzialni za dubbing spisali się na medal.
Kane & Lynch 2 to duży niewypał, który nie jest wart więcej niżeli 30zł. Nawet tryb kooperacji nie ratuje tej produkcji ponieważ jest on tylko na jeden raz. Zresztą mamy wiele innych, starszych tytułów, które oferują znacznie więcej niż recenzowany produkt.

Tak jak wspomniałem na początku, ukończenie wątku fabularnego zajęło mi niecałe 4h, co gorsza końcowa animacja jest Wam doskonale znana…. [UWAGA SPOJLER!] Pamiętacie zwiastun gdzie Lynch biegł do samolotu? Tak wygląda zakończenie gry… koniec kropka. Żałosne? Bardzo…. Jakakolwiek satysfakcja z ujrzenia listy twórców? Żadna…
W przyszłym tygodniu na półkach sklepowych pojawi się Mafia 2, zatem zamiast tracić czas i pieniądze na Kane’a & Lyncha 2 polecam poczekać na premierę Mafii 2, która będzie miała miejsce już w przyszłym tygodniu.