Po raz kolejny wyłuskałem z naszego portalu newsy, z których treści można się nieźle ponabijać, jakkolwiek to znaczy. No to potraktujmy je wszystkie z plaskacza! Tym razem zaczniemy humorystycznie, następnie przejdziemy w stan wielkiej powagi, by na końcu poczuć się zażenowanym/zdziwionym (niepotrzebne skreślić).
Blizzard zbija kokosy na swoim WoWie. Jak doniósł kerlik w newsie Czy w World of Warcraft pogramy kiedyś za darmo? , szansa na pogranie w największe MMORPG świata jest niewielka, ale jakaś istnieje. W takim razie jaki warunek musiałby zostać spełniony, abyśmy mieli takową okazję? Na początek nie ma żadnego - każdy może zasmakować darmowej próbki w postaci triala. Ok, spójrzmy w przyszłość z mojej magicznej odpustowej kuli. Pierwszy i zarówno jedyny warunek zniesienia comiesięcznego abonamentu? Dopóki koszta utrzymania nie przekroczą zysków, możemy myśleć o takiej opcji. Może też dojść do sytuacji, że zyski będą na tyle małe, że zwyczajnie nie będzie się w większym stopniu bulić opłat przez Blizzard.

Wiele osób nadużywa słowa „zdetronizować” w branży gier komputerowych i wideo. Mnóstwo ludzi sądzi , że taki SWTOR zdetronizuje WoWa. Bzdura. To dwie zupełnie inne gry o kompletnie odmiennym uniwersum. Nie chce mi się wierzyć, że jakieś ogromne rzesze fanów elfów, skrzatów i latających pegazów zainteresują się kosmitami, latającymi talerzami i mieczami świetlnymi.
Cytat: „Chilton powiedział, iż Dungeons and Dragons dzięki free-to-play zgarnęło część graczy LOTRO, co spowodowało odpowiedź studia Turbine, które również postanowiło znieść system miesięcznych opłat za zabawę (aby zapewne utrzymać satysfakcjonującą ilość graczy).”
Jak można porównywać dwa bardzo odmienne systemy rozgrywki? Skąd ta teoria Chiltona? Doprawdy, nie wiem.
Wracając do tematu – albo World of Warcraft stanie się w bardzo dalekiej przyszłości darmowy, albo kompletnie zostanie zlikwidowany. Wątpię, aby Blizzard był tak szczodry i z własnej głębokiej kieszeni dokładam do biznesu, w dodatku po tylu latach. Przypuszczam także, że Kataklizm jest ostatnim dużym rozszerzeniem, ponieważ w późniejszym czasie zapewne większość ekipy skupi się na nowej masówce.
Pozostała jeszcze jedna kwestia. Zacytuję: „Twórcy najpopularniejszego tytułu dla milionów subskrybentów eksperymentowali z mikrotransakcjami, co spotkało się z ogromnym i nieoczekiwanym zainteresowaniem ze strony graczy.” W rzeczywistości taki system może się okazać bardziej opłacalny dla twórców, aniżeli dla graczy, więc skąd taki entuzjazm? Z tym się jednak zmierzę w osobnym artykule.
No dobrze, czas na kolejny news, tym razem autorstwa zelk0wego (Infinity Ward kończy przygodę z Call Of Duty?). Wysoce prawdopodobne okazało się, że Activision może całkowicie odsunąć studio Infinity Ward od marki Call Of Duty. Zacytuję: „Nic nie jest teraz pewne. Na pewno oni są dobrzy w robieniu shooter'ów. (...) Ale myślę, że odbudujemy studio, które może zająć się nowymi świetnymi markami w przyszłości.” - David Stohl, przedstawiciel Activision.
Cóż za enigmatyczna wypowiedź. To ja ją może odszyfruję: „Wszystko wygląda beznadziejnie. Na pewno byli dobrzy w robieniu shooter'ów, ale po odejściu tylu wspaniałych ludzi, ekipa nie jest w stanie sklecić nic, co by mogło w pełni zadowolić Activision. Tak, jesteśmy pazerni na pieniądze i łakniemy coraz więcej, ale do tej brudnej roboty zagoniliśmy inne studia. Jakoś odbudujemy zespół, który zajmie się w przyszłości trzepaniem niszowych produkcji, po czym prawdopodobnie je rozwiążemy, a ludzi w nim pracujących wywalimy na zbity pysk. Ewentualnie wyślemy ich do Rebellionu.”

Doszedłem do twórczego wniosku, że produkcje Activision i Elecronic Arts są jak te gry od Gameloftu na komórki, czyli na jedno kopyto. Wróćmy jednak do tematu. EA podłapała patent Activision odnośnie CoDów i również zaczęła trzepać kilka gier z tej samej marki. Mamy Need for Speed World, mamy Need for Speed Hot Persuit (gdzie wciąż nie rozumiem dlaczego nigdzie nie ma cyferki 3) i mamy Need for Speed Shift 2.
Jeszcze troszkę, a dowiemy się, że powstaje czwarta i piąta gra z tej samej serii. Później się okaże, że trzy z pięciu produkcji mają swoją premierę w tym samym dniu, tego samego roku. W konsekwencji okaże się, że tylko jeden z tytułów jest w pełni grywalny, bo pozostałe albo są niemiłosiernie uraczone błędami, albo to zwyczajne crapy na które nie warto zwracać uwagi. Najgorsze byłoby, że niektórzy dowiedzieliby się o tym po fakcie, czyli po zakupie każdej z nich. Cóż za wizja, nieprawdaż? Fanbojstwo nie zna granic, fanbojstwo zobowiązuje, za fanbojstwo trzeba płacić wysoką cenę.

Czas na gwóźdź programu/gwóźdź do trumny (niepotrzebne skreślić). A jest nim news użytkownika Yaji, dotyczący ostatniego patcha do Aliens vs Predator 2 (
Ostatni patch do Aliens vs Predator 2) z odniesieniem do najnowszej odsłony tej serii. Osobiście uważam studio Rebellion za nieporozumienie. Zrobili nie więcej jak dwie dobre gry (pierwszy Aliens vs Predator i Sniper Elite), a wiele ludzi wynosi ich ponad chmury.

Ostatnimi czasy natknąłem się na recenzje jednej z ich nowszych tytułów – mowa o Rogue Warrior. Śmieszyły mnie wypowiedzi dziwoty recenzentów, że ów gra nie dość, że crapowata, to jeszcze wyszła ze studia, które przygotowuje nowe AvP. Czyżby tak wielu ludzi żyło w nieświadomości? No to postaram się tych nieświadomych uświadomić. Tak jak wspomniałem studio Rebellion zrobiło nie więcej jak dwie dobre produkcje. Proszę zauważyć, że zastosowałem stwierdzenia „dobre”. Otóż Aliens vs Predator 2 był produkcją świetną, ale pochodził ze stajni studia Monolith i tym samym przerósł pierwowzór. Sniper Elite – bądźmy szczerzy – był dla miłośników tejże klasy. Poza tym nie wyróżniał się czymś nadzwyczajnym. Ot dobra gra w swojej tematyce, a że konkurencji nie miała, to się dobrze przyjęła w środowisku graczy.
A teraz zaskoczenie, Rebellion ma na swoim koncie z kilkanaście innych produkcji. Są to gry średnie, przeciętne i kompletne crapy. Do średniaka możemy zaliczyć Delta Force: Black Hawk Down, przeciętniakami można nazwać ShellShock 2: Blood Trails czy Free Running, a za bezkompromisowe porażki uważam takie tytuły jak World War Zero: Iron Storm (u nas tego potwora wydało City Interactive za dyszkę), czy Rogue Trooper. Myślę, że większość z tych gier coś wam mówi, a jeśli nie, to poszukajcie ich na naszym portalu, ewentualnie w Googlach.

Nowa odsłona, a raczej remake Aliens vs Predator przez fanów uniwersum został uznany za kompletny niewypał. Dla osób niezwiązanych z AvP nazbyt mocno, pozostał grą mocno średnią. Krótko mówiąc, Rebellion odwala chłam, tak proszę Państwa, odwala chłam. Poza pierwszą ich produkcją osadzoną w tejże tematyce nie zrobili nic, o czym warto wspominać w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Gdyby Rebellionczycy byli tak skorzy do łatania swoich produkcji, jak fani drugiej odsłony AvP, to myślę, że ludzie mojego pokroju nie patrzyliby na nich tak krytycznie. Chociaż z drugiej strony, mając świadomość tego, że wypuścili na rynek tak wiele niszowych tytułów, mój punkt widzenia zmienia się do tego pierwotnego, a już się z nim zapoznaliście w tymże artykule.
Pamiętajcie, że seria 'Z plaskacza' ma przerysowany, lekko humorystyczny i prześmiewczy charakter. Materiałów tutaj zawartych nie należy brać na poważnie.