Było o DLC, było o alternatywnej, płatnej przyszłości wersji demonstracyjnych, więc nadszedł czas na kolejne „formy płatności” i nieczyste zagrywki.
Mikropłatności
Mikropłatności zdobywają coraz większą aprobatę w świecie graczy, a tym samym coraz żywsze zainteresowanie od strony producentów. Ciężko mi wskazać, gdzie pierwszy raz taka forma płatności została zastosowana. Jej popularyzacja dała się we znaki w roku 2008, a obecnie wiele przeróżnych produkcji ją wykorzystuje. Po raz kolejny ludzie zdali sobie sprawę, że mają w zasięgu ręki „mennice”, która jest równie (jak nie bardziej) opłacalna od razem wziętych DLC czy płatnych wersji demonstracyjnych.
Zapewne każdy z Was natyka się na internecie, na przeróżne reklamówki „darmowych gier MMO”. Czy to przeglądarkowych, czy tych w pełnym 3D. Dlaczego wziąłem w cudzysłów „darmowe gry MMO”? Otóż jest to haczyk, bo o ile rejestracja i rozgrywka sama w sobie jest rzeczywiście za friko, o tyle późniejsza zabawa jest na tyle sprytnie utrudniona, że gracz jest zmuszony do wydania swoich pieniędzy. Ale wszystko po kolei.

Mikropłatności - darmowe MMO (browser)
Kilka lat temu w masowych grach rozgrywanych za pomocą przeglądarki (tych tekstowych) zastosowano pierwszy dość archaiczny system mikropłatności. Zaczęło się dość niewinnie. W zależności od tytułu, gracz mógł sobie zakupić/dokupić konta premium, które dawały przeróżne profity. Co ważne, różnica między VIPami, a pozostałymi osobami nie była na tyle znacząca, by nie można było rywalizować na równi. Z czasem kolejne produkcje stosowały droższe pakiety, a one coraz bardziej poróżniały dwie grupy grających.
Na tym się jednak nie zakończyło i ktoś wpadł na pomysł, aby usunąć konta premium i wprowadzić kilka do kilkunastu konkretnych – powiedzmy – bonusów/profitów, a za każdy należałoby osobno płacić. Nie, cena nie była niższa. Była zupełnie nieadekwatna do tego, co otrzymywaliśmy w poprzednich grach.
Kolejnym kruczkiem jest igranie na psychice. Każdy z dodatkowych profitów jest na tyle korzystny i pomocny, że chciałoby się dysponować wszystkimi. Tutaj, niektórym załącza się czerwone światełko i podziękowania na wstępie. Pozostali nabywali tylko to, co było w ich rozumieniu niezbędne. Różnice między grupkami kupujących i niekupujących mimo wszystko były – po raz kolejny – jeszcze większe. Zdecydowanie więcej było hardcorowców, którzy zaopatrywali się we wszystkie możliwe pakiety. A teraz wisienka na torcie – wszystko zawsze było ograniczone czasowo, więc – przykładowo - co miesiąc (o ile ktoś chciał), musiał płacić od nowa.
Mikropłatności - darmowe MMO (3D)
Osobną kwestią są gry MMO, których rozgrywka odbywa się w pełnym 3D. Tutaj także jesteśmy atakowani reklamami na których jest wyraźnie napisane, że w dany produkt można pograć za darmo. Wtedy następuje niesamowita euforia. Po jakimś czasie dowiadujemy się, że i tutaj został zastosowany system mikropłatności. Jest to logiczne, bo przecież ktoś musi wypłacać wynagrodzenie dla ludzi pracujących w studio, opłacać serwery czy chociażby zwrócić sobie koszta za te upierdliwe reklamy.

Jakie mamy korzyści w porównaniu z masówkami abonamentowymi? Podstawą jest oczywiście niekonieczność comiesięcznej, obowiązkowej opłaty. Jeżeli jesteśmy subskrybentami, to czy my sobie zagraliśmy w danym miesiącu 180, 60 czy 6 godzin, to i tak jesteśmy zmuszeni do zabulenia stałej stawki abonamentu. W „darmowych MMO” jest o tyle dobrze, że możemy się w nich taplać w nieskończoność (ewentualnie dopóki nie wyłączą serwów czy społeczność nie powymiera) i nie zapłacić złamanego grosza.
Jest to jednak tylko teoria, którą głosi każdy producent (no, prawie każdy). W praktyce sytuacja wygląda diametralnie inaczej i tym samym niekorzystnie dla nas. Zależy także co można rozumieć przez stwierdzenie „grać w nieskończoność”. Jeżeli ktoś robi sobie z gry biuro matrymonialne w poszukiwaniu miłości, ścieżki piesze dla swojej postaci po wszelakich krainach i miejscówkach czy sesje rpg, proszę bardzo, za takie formy rozrywki płacić nie trzeba. Jeżeli ktoś jest z kolei nastawiony także (bądź tylko) na prawdziwą zabawę w podnoszenie poziomu postaci, zabijanie kolejnych stworzeń, grupowe wypady na bossów czy gildyjne bitwy, no cóż, wtedy nie obejdzie się bez „małego” wkładu na poczet twórców.
Dobijając do X levela okazuje się, że miksturki są niewystarczalne i błyskawicznie znikają z naszego ekwipunku. Nasz hiperuberwypas szata/pancerz/ubranie i broń nie daje rady, mimo włożenia w nie sporej sumki wirtualnej waluty i innych błyskotek. Wtedy zdajemy sobie sprawę, że ktoś zaczyna sobie z nas żartować i bardzo na siłę zmusza nas do zakupienia czegoś z tak zwanego ItemShop'u. Patrząc na ceny łapiemy się za głowy, a potem zdajemy sobie sprawę, że za kupno tych wszystkich niezbędnych i niezwykle przydatnych przedmiotów (bądź jak kto woli ułatwiającymi życie) wychodzi nam sumka, za którą moglibyśmy opłacić wiele miesięcy abonamentu w takim WoWie czy innym Aionie. Co ciekawe, wielu hardcorowców nie zdaje sobie z tego sprawy ładując w IS setki, a nawet tysiące złotych. Tak, dobrze widzicie, setki, tysiące złotych. Osobiście znałem maniaków, którzy przeznaczali pół wypłaty na grę, a po pół roku wychodziły niebagatelne sumy.

Niemalże w każdym darmowym MMORPG różnica pomiędzy osobami uiszczającymi większe opłaty, a tymi, którzy nie płacą zupełnie nic, jest bardzo wyrazista. Na tyle, że w niektórych produkcjach level w zasadzie nie odgrywa większej roli, a jedynie pieniądze jakie władowaliśmy w postać.
No dobrze, w takim razie przejdźmy do kolejnego konkretu, którym są zaoferowane możliwości. W rzeczy samej wielkość świata, wybór pośród ras, klas, profesji, sam rozwój bohatera, rzemiosło, itd. Momencik, rozpędziłem się troszeczkę. Możliwości jakie dają nam gry masowe z systemem mikropłatności są – powtórzę się – niemalże zawsze skąpe. Co prawda zdarzy się, żeby nie przesadzić, parę kwiatków, ale czym jest te kilka tytułów w zalewie dziesiątek,setek innych? Jak wiemy wyjątek potwierdza regułę, a ona zaś jest jasna i oczywista.
Grać czy nie grać?
Jakby nie patrzeć zarówno produkcje browser-owe jak mmo wciągają. Nawet jeśli od razu, bądź po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że dostajemy sztampowość w pełnej krasie. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że jeżeli już wydajemy swoje pieniądze, to zazwyczaj trzeba ich tyle wyłożyć, że w konsekwencji moglibyśmy opłacić kilka miesięcy abonamentu o czym już zresztą wspomniałem, jest to bezlitosna zagrywka na psychikę.
O ile w takim Age of Conan przez 2 tygodnie dropimy nasz nowy wymarzony set, a potem ulepszamy go do jakiegoś niewyobrażalnego stanu, o tyle w półdarmówkach znajdujemy go w ciągu paru dni, ale jego upgrade może nas kosztować znacznie więcej niż 50 zł przeznaczone na AoC w danym miesiącu. Zresztą i tak nie ma pewności, że upgrade dojdzie do skutku, bo wiele tytułów wykorzystuje system „szczęścia”. Możesz nam płacić ile chcesz, ale i tak nie dostaniesz pewności, że my Ci się należycie odwdzięczymy. Wszystko zależy od naszej programistycznej, niewidzialnej kostki, która lubi często oszukiwać. A może to my oszukujemy?
Czego się wystrzegać? Jak szukać konkretów?
Przede wszystkim reklam, a dokładnie ujmując gier, które są na nich zaprezentowane. Zazwyczaj jest to mocna komercja nastawiona na niewyobrażalne zyski, w zamian nie dając nic konkretnego (nie jest to jednak regułą). Nie zważajcie także na przeróżne recenzje i opinie, bo one jak nigdzie indziej są mało obiektywne. I nie mam w zamiarze tutaj kogokolwiek obrażać. Po prostu system mikropłatności i jego asortyment, ceny przeróżnych przedmiotów czy bonusów, a co najważniejsze możliwości jakie oferuje dany produkt są zawsze inne, więc ciężko sobie odpowiedzieć na pytanie co jest w czym lepsze i co się bardziej opłaca. Do takich wniosków trzeba dojść samemu, a one nie nasuną się po jednorazowym doświadczeniu. Nie można dać się robić w bambuko i kusić się na byle co. Bystrość i trzeźwa analiza to podstawy, bez nich po raz kolejny zostaniemy krowami z dużym zapasem mleka.

W takim razie gdzie szukać czegoś konkretnego? Gier przeglądarkowych (tekstowych) jest prawdziwe zatrzęsienie. Najlepiej szukać na przeróżnych TOP-kach za pomocą wyszukiwarek. Każdy znajdzie coś dla siebie, a najlepiej interesować się tymi, za których stworzeniem nie stoi jakaś wielka firma czy korporacja, tylko kilka studentów realizujących swoją pasję.
W kwestii MMORPG (3D) sytuacja obrazuje się inaczej. Ostatnimi czasy coraz więcej tytułów trafia na nasz rynek, ale wciąż jest ich na tyle mało, że wszystkie można wyliczyć na palcach dwóch rąk. Niepocieszeniem będzie fakt, że z mojej perspektywy prawie wszystkie to niewarte uwagi tytuły. Jest to oczywiście moja sugestywna opinia. Nie przeczę, że każdy może znaleźć swoją własną niszę, ale na chwilę obecną wyboru i konkretnej konkurencji brak.