Publikowanie materiałów tylko za zgodą autorów.
abeon.cms
Historia wiele razy raczyła nas obecnością magii na ekranach kin. Przez ostatnie lata aktywność takich produkcji znacznie wzrosła, a że popyt wciąż nie maleje to efektem tego jest najnowszy film Jon’a Turteltaub’a, Uczeń czarnoksiężnika.

Historia opiera się o znany i oklepany mit wielkiego Merlina (James A. Stephens) i jego przeciwniczki, Morgany (Alice Krige). Na pierwszy rzut oka fabuła wydawać się może bardzo przewidywalna.. i w sumie pozostaje taka do samego końca. Scenarzyści postanowili rzucić jednak nieco nowego światła na starodawną legendę i skupili się na uczniach sławnego maga- Balthazara Blake’a (Nicolas Cage), Veronici (Monica Bellucci) oraz Maxima Horvath’a (Alfred Morina). Zdradzony Merlin przez Maxima ponosi śmierć z rąk wcześniej wspomnianej złej czarownicy, jednak przed wyzionięciem ducha, zleca on ważne zadanie Blake’owi- musi on bowiem odszukać „pierwszego merlinczyka”, gdyż tylko potomek potężnego czarodzieja jest w stanie pokonać tę nikczemną kobietę i zapobiec tzw. „powstaniu”. Po wielu latach poszukiwań odnajduje on chłopca imieniem Dave (Jay Baruchel) i zaczyna się przyspieszone szkolenie.
Można powiedzieć, że się zgadzam. Film nie zapadł w pamięć, daleko od ideału.
Jeżeli natomiast szukamy ambitnego kina z pogmatwaną fabułą a’la Harry Potter (...)Uczeń czarnoksiężnika to standardowy film przygodowy, bogaty w efekty specjalne. Fabuła nie powala na kolana, a jest jedynie wariacją na temat historii o wielkim czarnoksiężniku Merlinie. Elementy humorystyczne nie zostały całkiem dobrze spasowane z "powagą" scenariusza. Tylko dla zabicia czasu.