Publikowanie materiałów tylko za zgodą autorów.
abeon.cms
Miłość do komiksów zaczęła się u mnie rozwijać w bardzo młodym wieku. Odkąd pamiętam, byłem ogromnym fanem wszelkich możliwych bohaterów i anty-bohaterów lansowanych w latach dziewięćdziesiątych przez wydawnictwo TM-Semic. Czy muszę wspominać, że jedną z bardziej fascynujących postaci przewijających się czasem w tych komiksach był zawsze Predator?
Oczywiście na tym się nie skończyło, były również filmy, gry. Było tworzenie Predatora z klocków LEGO i wielogodzinne zabawy w polowania na inne ludziki z duńskich klocków. Lata mijały, a stary, dobry Predziu zawsze się gdzieś w tle czaił, choć filmowe „osiągnięcia” pokroju Alien vs. Predator nieco kaleczyły moją wizję tych perfekcyjnych myśliwych. Tym bardziej obawiałem się o Predators – duchowy remake słynnego obrazu z Arnoldem Schwarzeneggerem z 1987 roku.

Film Nimróda Antala rozpoczyna się od koszmaru każdego spadochroniarza – wadliwego spadochronu, który otwiera się w ostatniej chwili. Bohater, z wyglądu zatwardziały najemnik (w tej roli znany z „Pianisty” Adrien Brody) ląduje w tajemniczej dżungli tylko po to, by po chwili wpaść na grupkę innych zabijaków z różnych zakątków globu – Meksykanina z Kartelu, żołnierza ze Sierra Leone, gangstera z Yakuzy, Żydówkę-komandosa (graną tu dla niepoznaki przez brazylijską aktorkę o imieniu Alice Braga), więźnia z listów gończych FBI, Rosjanina ze Specnazu oraz lekarza, który zdaje się tu być trochę nie na miejscu. Wkrótce oczywiście okazuje się, że nasi herosi długo nie pożyją, gdyż oto stali się zwierzyną na obcej planecie, a myśliwymi są jedne z najniebezpieczniejszych stworzeń we wszechświecie – Predatorzy.
Scenariusz, jak widać, jest typowo „Hollywoodzki” – mamy przedstawicieli niemal wszystkich możliwych grup etnicznych i nie jest żadną tajemnicą, kto wytrzyma najdłużej. Budowane z początku napięcie szybko gdzieś znika, ustępując niemal nieprzerwanej sekwencji scen akcji. Nie znaczy to oczywiście, że jest źle – mimo, iż budowa filmu jest prostsza nawet od konstrukcji cepa, a całość jest do bólu przewidywalna, nie można powiedzieć, że jest to kino nudne. Choć mało ambitny i niezbyt skomplikowany obraz, daje niewątpliwą satysfakcję z oglądania. Co jest tego powodem?

Powodem tego jest sam fakt, że tam są Predatory :
Choć wielu fanów poczuje się zapewne zawiedzionych, Predators nie jest złym filmem. To kawał solidnie wykonanego, letniego kina i sposób na spędzenie miłego wieczoru, nawet jeżeli nie dorównuje swojemu poprzednikowi z 1987 roku.