
Fabuła nie należy do skomplikowanych. Oto gdzieś Predatorzy chcą urządzić łowy na jednej z niezamieszkałych planet we wszechświecie i zrzucają na nie jaja obcych które w niedługim czasie ogarniają planetę. Pech oczywiście chce że Weyland-Yutani widzi w planecie doskonałe miejsce na kolonię i wysyła pierwszych Marines na zwiad. Tak o to zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń, gdzie ścierają się legendy kina. Gra powoli wprowadza nas w tą fabułę, opisując każde wydarzenia przed misją. Ale do rzeczy.
Co my tu mamy? Mamy ni mniej, nie więcej do czynienia z kolejną strategią. Jest to niezła odskocznia od standardu do jakiego nas przyzwyczajono, bo AVP to zazwyczaj First Person Shootery. Zacznijmy od tego że AVP: Extinction sprawi, że z gracza wyjdą siódme poty, bowiem jest tak trudna że już drugi poziom potrafi sprawić że przeciętny casualowiec rzuci grę w kąt i będzie wolał się zająć czymś przyjemniejszym. Dla wytrwałych czeka wielkie wyzwanie i zabawa której Extinction ma w nadmiarze. Do dyspozycji zostają nam oddane 3 różne rasy diametralnie różniące się wojskiem i charakterem bitew.
Mamy standardową gromadkę. Oczywiście do każdej z ras dostajemy samouczek który wprowadza nas w tajniki prowadzenia każdej rasy. Predatorów, którzy charakteryzują się tym że potrafią być niewidzialni, a ich walka to mix ludzi i obcych bo dysponują zarówno orężem na odległość jak i do walki w zwarciu. Mamy również standardowych Marines, którzy polegają głównie na sile ognia oraz Obcych, którzy walczą głównie w zwarciu a ich siła polega w głównej mierze na liczebności. Każda z ras ma swoje indywidualne cechy np. Predatorzy dysponują kamuflażem optycznym który świetnie się sprawdza w potyczkach z Marines. Jednak zostaje on dezaktywowany przez Syntetyki które wchodzą w skład Armii spod Weyland-Yutani oraz w przypadku walki z obcymi którzy, jak wszyscy wiemy, na polowaniu kierują się feromonami w powietrzu.

Łowcy dzielą się na walczących w zwarciu jak i na odległość. Do moich ulubionych należał Stalker, który za pomocą dzidy wysysał krew z przeciwników. Armia Marines wcale nie jest gorsza. Dysponują najróżniejszymi jednostkami, od zwykłej piechoty potrafiącej dać niezły wycisk, medyków leczących armie, poprzez syntetyków noszących anteny satelitarne na plecach by wzywać wsparcie na ciężkich jednostkach kończąc. Aliens to rasa w której autorzy się popisali. Doskonałym pomysłem jak dla mnie, było to że zależność do czego przyssie się facehugger, decyduje jaki Alien zasili nasze szeregi. I tak o to mamy że Drones i Runners tworzą się głównie ze zwierząt zamieszkujących dany teren, Warriors z ludzi, czy też Predalien z Predatora jako żywiciela.
Każda armia dysponuje około 9 rodzajami jednostek. System budowania jednostek jest bardzo ciekawy. W przypadku Marines są to pieniądze które otrzymujemy z czyszczenia terenów z obcych i naprawiania tzw. Retriving Points, a do tego jest nam potrzebny mechanik. Za naprawianie takiego miejsca bądź wyrżnięcia w pień kolonii Alienów CommTech (jedna z jednostek Marines) wzywa powietrzny statek. Zostajemy wówczas przeniesieni do menu jednostek gdzie wybieramy co sobie zamówimy za określoną ilośc gotówki a jest w czym wybierać. Na każdą dostawę armii trzeba jednak czekać w przypadku Marines aż ze statku matki, ruszy się transporter z jednostkami. Czas zazwyczaj to około 30 sekund. W przypadku Predatorów sprawa jest jeszcze ciekawsza. Zamiast CommTech, Predatorzy dysponują czymś co się nazywa Shrine. Jest to niewielki statek którego można mieć jedynie w ilości sztuk jeden. Odpowiada on za zsyłanie nowych jednostek jak i jest potężną maszyną w zwarciu. Używa on bowiem miotaczy ognia na przeciwnikach.
Predatorzy nabywają nowe jednostki za punkty honoru a dostajemy ja za wybijanie kolejnych przeciwników i wyrywanie z nich kręgosłupów. Tak, tak…. Jeśli chce się zdobyć punkty honoru trzeba powiększyć swoją kolekcje o dodatkowe czaszki. Wchodzimy wówczas do Shrine i wzywamy określony rodzaj Predatora jaki nam jest potrzebny. W przypadku Aliens sytuacja wygląda jeszcze ciekawiej. Punkty otrzymujemy za zabijanie i przyciąganie w śpiączce żywicieli do naszej kryjówki, a tam już Facehuggery się nimi zajmują. W ulu zazwyczaj jest królowa, którą można zazwyczaj stworzyć z Preatoriana. Nie dość że to ona sprowadza na świat nowe Facehuggery, to jeszcze jest świetną jednostką. Również można ją mieć tylko w ilości sztuk jeden. Dodatkowym atutem punktów jest to że za określoną ilość można nabyć ulepszenia dla naszych jednostek. Jak widać każda rasa ma swoje wady i zalety.

W sumie na każdą rasę przypada po 7 misji a przejście każdej z nich przeciętnemu graczowi zajmie około godziny. Nie trudno tu o skojarzenia ze słynną sagą w StarCraft, której AVP: Extinction dorasta conajmniej do pięt gdzie Alien to typowy Zerg, Predator to Protos a Marine to Terran. Przed każdą misją mamy Briefing wprowadzający nas w poziom i do tego przyozdobiony w ładną grafikę wraz z opisem, która bardzo cieszy oko gdyż concept arty zostały stworzone przez zdolnych grafików. Na wykonanie każdej misji jest czas za który otrzymujemy bonusy oraz dodatkowa misja dzięki której ocena za przejście poziomu skacze o kilka oczek.
Warto wspomnieć że grafika w Extinction jest co najmniej dobra. Gra nie chrupie, a piksele nie wyłażą. Muzyki w zasadzie nie ma. Jest zastąpiona odgłosami przyrody które nie drażnią ucha ale specjalnie też nie porywają. W grze użyto oryginalnych dźwięków znanych z filmów co już dla mnie wychodzi na plus. Gra zapewnia mase zabawy nawet dla wyjadaczy.

Napisałem dużo pozytywów ale są też cechy negatywne. Niestety gra jest cholernie trudna. Przejście już drugiej misji za pierwszym podejściem mija się z celem bo nim zdążymy nazbierać punkty by zwiększyć wojsko już zostajemy zaatakowani przez wrogie jednostki. Przekłada się to na to że aby przejść misje w czasie na złoto trzeba być doświadczonym strategiem albo znać tą grę na wylot i metody jak dojść w wyznaczone miejsce. Mi osobiście udało się dwa razy podczas gry zmieścić w czasie. Na szczęście z wykonaniem bonusowego questu już nie ma takich problemów.
Kolejnym jak na mój gust minusem jest brak budowli defensywnych. Zostajemy niestety wrzuceni w wir wydarzeń z garstką wojska i mamy jak najszybciej się rozbudować by przeprowadzić atak. Na każdą misję mamy określoną ilość wojska jakie możemy mieć. Zazwyczaj liczba w przypadku Predatorów nie przekracza 15 sztuk, a to już stanowi problem. Tu się zaczynają schody ale i gratka dla strategów bowiem trzeba dobrać odpowiednie jednostki do danej misji. Ale żeby nie było za łatwo w pierwszej misji możesz zapomnieć dajmy na to o jednostce pokroju Hydry, Sadara czy Ravagera (silniejsze jednostki poszczególnych ras). To wychodzi na minus niejako w oczach przeciętnego gracza i skutecznie zniechęca do zabawy. Jednostki padają na naszych oczach i trzeba nieźle nakombinować by wedrzeć się do bazy wroga i zrobić rozwałkę od wewnątrz. Jednak te kilka wad skutecznie zostaje przyćmione przez szeroki wachlarz zalet którymi AVP: Extinction wprost ocieka. Jest to wg. mnie jedno z najlepszych trofeów, które wisi na ścianie Electronic Arts. Co tu dużo mówić. Tylko grać, grać i grać.
Autor tekstu: Zilla





















